pęknięta taśma w magnetofonie szpulowym.

stało się to,
co się czuło od dawna,
to,
co wypłynęło w tramwaju, spod ciemnych okularów
o poranku,
wieczorem się stało.

ale nadeszła era płyt
i szykuje się kompilacja wszechczasów.

niemotz.

wziąć to wszystko zmiąć.
cisnąć w kąt.
siąść i kląć.
uwięzić w garść
baśń waśń.

skąd wiedział ktoś,
jak ujeżdżać waść?

kilometrami taśmy
klejącej
zakleję czarną dziurę,
potem upchnę ją
w czarnym plastikowym worku
i jeszcze zwiążę
taśmą
magnetofonową,
bo tak się traktuje
nieużytki.

powstrzymać galopujacą fantazję.

z fascynacją obserwuję skutki tej absurdalnej powściagliwości, którą popijasz codziennie rano z kubka. z mlekiem. i ty ją ssiesz, sączysz, wchłaniasz, i ukołysany na jej piersi, ululany, z półotwartą buzią dajesz się jej prowadzić. a ślina mimochodem spływa po brodzie.
a moim oczom ukazują się czcze wizje siedmiu lat kataklizmów. od suszy pęka ziemia i skóra, od słońca wzrok i rozum, jak za kaucję, wymienia się na majaki. ekspedientka o szpiczastych dłoniach i grymaśnych ustach podśmiechuje się z cicha, gdy na pustej szosie próbuję wskoczyć do z rzadka przejeżdżających kabrioletów, by zawiesić się na szyj kierowcy i w obłędzie, na dotykowym głodzie, nerwowo gładzić go po policzku. a po brodzie mimochodem spływa ślina.

dziennik pielęgnacji.

stymuluję sobie
regularnie
cebulki włosów,
zaczynając tylko
nieco głębiej.

prężę by żyć. / prę, żeby żyć.

pokrzywy krzywd
krzyżują żywych wyż.

pieprz rząd krzywd
spójrz wzwyż
i w coś wierz.

posiadanie.

ulegam fascynacji rzeczami.
niedogłębnie.
pomijam fakty,
nie pamietam nazw,
powierzchownie się zachwycam,
zachłystuję,
płytko,
dech w piersiach zapiera,
zamieram.

beztlenowe odurzenie
eskaluje nasycenie
barw spełnienia.

chcę posiąść.
posiadam.

pusta,
a syta.

weź mnie garść.

dopiecz mi.

wrzeszcz,
pieść
w pięść,
nie przecz,
lecz
dopieść.

wypal mi/Wypalona/Wypalmy.

wezwijcie mi tu zaraz
sensualne pogotowie.

bo pukam w ścianę
z płyt,
a tam echo,
pusto w środku.

po drugiej stronie nikogo.

choć tego się powinno
doznawać we dwójkę.

pukam mocniej.
krach.
czy już się przebiłam?
utknęłam.
z dłonią w płycie.
i płytą w dłoni.

pełna dubstepów.

sprawy jeszcze nierozplątane.

co wieczór
włos kładzie się na poduszkę
nieugłaskany,
choć czekał.

i jeśli się sam wokół palca nie zakręci
się złamie,
a na końcu
rozdwoi.

Previous Older Entries