w powietrzu wyczuwa się
zbyt duże stężenie klęsk.
wymyśl coś ciekawego,
a przytrafi się to mnie.
gratis.
a jednak.
w powietrzu wyczuwa się
zbyt duże stężenie klęsk.
wymyśl coś ciekawego,
a przytrafi się to mnie.
gratis.
a jednak.
dla jednych
zaczyna się od miękkich zlepków ust.
dla innych
kończy na zardzewiałych sprężynach
wyłuskiwanych spośród watoliny.
ale łączy ich jedno:
sposób kalkulowania rzeczywistości.
monotematyczny instynkt,
który prowadzi ich zawsze w tę samą stronę.
marzę,
żeby przedpołudniem
otworzyć oko,
leniwie przeciągnąć się,
w pidżamie przemierzać
trasę kuchnia – posciel
z kubkiem kawy w dłoni.
potem siąść przy biurku,
podwinąć nogę,
wąchać parujący napój,
przejechać dłonią po potarganych włosach,
westchnąć,
zamruczeć.
proste, nie?
nie.