przemku.
normalnie zawoalowałabym myśli.
słowa zanurzyła w jakąś głębię.
ale teraz głębią są te słowa,
znalezione za kurtyną kaprysów.
powiem więc prosto:
repeat last friday, my dear.
normalnie zawoalowałabym myśli.
słowa zanurzyła w jakąś głębię.
ale teraz głębią są te słowa,
znalezione za kurtyną kaprysów.
powiem więc prosto:
repeat last friday, my dear.
pomyślałam właśnie,
że może złożę
litery
w hołdzie
spojrzeniu.
na słowa nie spojrzę.
o wzroku napiszę.
bo gdy ja opierałam pośladek,
w białą bawełnę przyodzian,
o stary mur i brudny,
uważając by bieli nie upaprać,
ty spojrzałeś się tak,
że ja się już czułam cała upaprana.
i zamilkłam,
naga,
bo wiatr zdmuchnął już z drzew
wszystkie liście
figowe.
i było jak w filmie.
niemym.
a mym.
więc ta historia
musi być odtwarzana
z napisami.
uwielbiam te sny,
w których
leżąc na karimacie,
na trawie,
gdzieś na pasie zieleni,
pomiędzy dwoma kierunkami jezdni,
przystawiasz swoją twarz do mojej,
na odległość rzęs
i mówisz, obniżonym głosem,
powoli sącząc słowa,
że Ty już może pójdziesz.
a ja oczywiście się zgadzam,
kiwając głową,
z przewrotnym uśmiechem na ustach.
a oczy mówią swoje
i wiedzą swoje.
twoje i moje.
w momencie,
gdy głową zawładnie cisza,
trzeba spróbować,
chociaż ogonki stawiać
wyraźniejszą linią.
bo po to są.
podwojenie tożsamości.
nadwyraźne podzielenie.
wielokropne rozmożenie.
oh,
niech tylko komuś szepnę:
teraz, tu i już
mnie ujaźń.
to jest chwila, chwilą.
a że czasem chwile są złe,
brzydkie są i ‘ta’.
w chwili gdy wydaje Ci się,
że za gałkami ocznymi,
roztaczają się tunezyjskie plaże,
a nieproszeni turyści wdrapują się
na rzęsy,
jak na palmy,
tak,
że odgonić można ich
tylko czosnkiem,
wiesz,
że nadeszła jesień.
zanurzyłam się
po raz pierwszy,
zachłysnęłam
aż dech zaparło,
dałam
się osaczyć,
silnie i szczelnie
otulić.
po raz pierwszy,
w tym półroczu,
oddałam się
mgle.
przyjemności czuć
aż w gardle.
biją basem,
pulsują jak serce.
płyną z góry
strumienie dźwięków,
a na dole ona
taka poruszona.
i’ve got a soul but i’m not a soldier.
wielokrotnie sobie myślę,
stukrotnie sobie życzę,
parokrotnie zapomniam,
jednokrotnie się spotykam.
nikrotnie trafiam.